W świecie, który został po ZSRR, jest wiele przejawów surrealizmu. Wspomnienia zanikają, świadkowie odchodzą, a ślady rozpływają się. A ty, niczym detektyw lub wizytator cudzych snów, wpatrujesz się w te chwiejne, zmienne, milczące obrazy, w nadziei na ustalenie ich pochodzenia.
Ten świat jest równie absurdalny. Dawny monastyr jest teraz więzieniem, dawna cerkiew – magazynem lub ogrodem zoologicznym, dawna posiadłość ziemska lokalnego mecenasa pełni funkcję szpitala psychiatrycznego, tak jakby zły czarownik zamienił wszystkie obiekty oraz ich przeznaczenie, podczas gdy ludzie spali. Ten świat składa się z zaginionych bez wieści, wysłanych, lecz niedoręczonych listów, nieodnalezionych masowych grobów, milczących archiwów.
I tu na scenie pojawia się poezja. Po pierwsze, poezja jest najlepszą, najbardziej czułą sondą, sposobem na pozyskanie, by tak rzec, proroctwa o przeszłości.
Po drugie, poezja pomaga uchwycić, wyrazić samą atmosferę konkretnego miejsca, atmosferę, w której czasy nakładają się na siebie, a głosy żywych i głosy martwych wzajemnie się nawołują.
Fragment wstępu Siergieja Lebiediewa